Reklama


Reklama


Reklama

Reklama


Reklama

Bocian Wojtek nie chce do ciepłych krajów. W Olszanach ma coś, czego nie znajdzie nigdzie indziej [FOTO]

Nie straszne mu jesienne chłody ani perspektywa zimy. Bocian Wojtek po raz szósty postanowił zostać w Olszanach, podczas gdy jego partnerka i troje tegorocznych młodych odleciały już w pierwszej połowie sierpnia. Zamiast dalekiej podróży wybrał dobrze znane podwórko pani Ewy Żuwalskiej, gdzie od lat może liczyć na pełną miskę i troskliwą opiekę.


Przez sześć lat pani Ewa obserwowała Wojtka, jego partnerkę i kolejne pokolenia młodych. W tym czasie para doczekała się aż siedemnaściorga potomków. Każdy sezon przynosił nowe historie i kolejne dowody na to, że Wojtek doskonale zna swoich opiekunów.

- W zeszłym roku przyleciał nowy bocian. Wojtek bronił gniazda, ale nie tak, jak przed innymi. To wyglądało, jakby się znali: „Ojciec to ja, nie poznajesz?”. Poleciał za nim, jakby pokazał mu drogę: „Leć sobie, gdzieś znajdziesz gniazdo”. Zastanawialiśmy się nawet, czy to któreś z jego dzieci nie wybudowało sobie gniazda w Olszanach. A nasz Wojtuś już na pewno nie odleci. To takie przyjemne, kiedy się go zawoła, a on przylatuje. Słucha, pilnuje domu, goni obce auta, ale nas też potrafi udziobać. Mam wrażenie, że boi się, żebyśmy mu jedzenia nie zabrały. Teraz lata po polach i szuka myszy, a jak nie znajdzie, to wieczorem przychodzi po jedzenie. Puknie w drzwi i wiadomo, że trzeba mu dać jeść. Nam pozwala się pogłaskać, obcych goni. Pilnuje domu lepiej niż pies – mówi z uśmiechem pani Ewa.

Wojtek jest dokarmiany przez cały rok, ale zimą pomoc mieszkańców Olszan ma szczególne znaczenie. -Kiedy bocian jest sam, zjada dziennie około sześciu, ośmiu kurzych skrzydełek, czyli niemal kilogram mięsa. Gdy przy gnieździe była cała rodzina, potrzeby były znacznie większe, kilogram na dzień to było zdecydowanie za mało. On jadł bez przerwy. Najbardziej lubi kurze skrzydełka, choć nie pogardzi też pałeczkami. Musi mieć mięso z kością. Samego mięsa nie chce. Próbowałam kiedyś dać mu pierś z kurczaka, ale ją odrzucił. W zeszłym roku potrafił zjeść pokrojone żołądki. Ale w tym roku nawet młode były wybredne. Pani bocianowa bała się podejść do miski, więc trzeba było rzucać jej jedzenie na trawę. Siadała na słupie i obserwowała Wojtka. Jak się najadł, odchodził, a ona zlatywała na dół i też się najadała. To jest takie przyjemne uczucie i  naprawdę cieszy – opowiada bociania opiekunka.

W dokarmianie Wojtka angażują się również mieszkańcy Olszan i okolic. Sąsiedzi przynoszą kurze skrzydełka czy szyjki, a pani Ewa porcjuje mięso i przygotowuje je na kolejne dni.

Wojtek potrafi zresztą bardzo wyraźnie przypomnieć, kiedy nadchodzi pora posiłku. Zdarzyło się nawet, że głodny bocian wszedł do domu, aby upomnieć się o jedzenie. – To było naprawdę zaskakujące doświadczenie dla nas. Siostra szykowała mu jeść, a psy były pozamykane, bo jak były psy, to nie wchodził. Kroiła mu pałki z kurczaka, odwraca się, a bocian stoi koło niej i z ręki wyrwał jej jedną. Taki był głodny! Później wszedł do salonu, pooglądał sobie, wyszedł na podwórko, dostał jedzenie i zadowolony poszedł. I od tamtej pory zaczął przychodzić. Później jeszcze chyba dwa razy wszedł do domu, ale jak już przyleciała bocianowa, to więcej nie przychodził – wspomina pani Ewa.

Choć bociany kojarzą się przede wszystkim z wiosennym powrotem i jesienną migracją, Wojtek od sześciu lat łamie ten schemat. Niskie temperatury nie są dla niego największym problemem. Zimą największym wyzwaniem jest dostęp do pokarmu, a o to od lat dbają pani Ewa, jej rodzina i mieszkańcy Olszan.

Nie wiadomo, dlaczego Wojtek nie odlatuje na zimę. – Być może z powodu silnego instynktu terytorialnego, który zmusza go do pilnowania swojego gniazda – dodaje na zakończenie pani Ewa.

Anna Stefanko
2026-08-26 15:13 604 bocian Wojtek, Ewa Żuwalska, Olszany,

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.

Komentarze na fb