Reklama


Reklama


Reklama

Reklama


Reklama

Od menadżera do barbera, czyli historia o tym, że w życiu nic nie jest dane na zawsze.

Przez ponad 30 lat zarządzał ludźmi, poznawał największe korporacje od środka, podróżował po świecie i korzystał z zawodowych przywilejów, o których w latach 90. wielu mogło tylko marzyć. Dziś zamiast garnituru i służbowego telefonu Dariusz Rybka ma w dłoni maszynkę do strzyżenia i jest strzegomskim barberem. 

Jego zawodowa historia zaczęła się w połowie lat 90. Praca w dużej korporacji oznaczała wówczas nie tylko prestiż, ale również służbowy samochód, jeden z pierwszych telefonów komórkowych i komputer, który początkowo zajmował sporą część biurka. Dla Darka najważniejsze były jednak możliwości rozwoju i ciągłe nowe wyzwania. – Wszystko mnie wtedy ekscytowało. Możliwość rozwoju, poznawanie rynku i nowych klientów, każde wyzwanie było czymś niezwykle ciekawym. Były też wyjazdy integracyjne w najdalsze zakątki globu i oczywiście naprawdę wysokie wynagrodzenia jak na tamte czasy. Zawsze chciałem być może nie pierwszy, ale też nie ostatni. Chciałem się uczyć i robić rzeczy, których wcześniej nie robiłem i to mnie naprawdę rajcowało. Rynek jednak zmienia się diametralnie. Mój najlepszy przełożony porównał kiedyś korporację do szybkiego pociągu dalekobieżnego, który jedzie tam, gdzie rynek akurat robi lukę. Albo jedziesz tym pociągiem, albo nie. Ludzie wsiadali, wysiadali, była rotacja. Mnie nadal podobał się prestiż pracy w dużej firmie, a dodatkową motywacją były oczywiście dobre zarobki. To były czasy, kiedy pierwsze pensje naprawdę robiły wrażenie – wspomina Dariusz Rybka.

W pierwszej firmie spędził ponad 23 lata. Wydawało się, że jego zawodowa ścieżka jest już dobrze wytyczona i będzie nią podążał aż do emerytury. Plany pokrzyżowała restrukturyzacja. Dariusz znalazł się w grupie około 60 osób, które straciły pracę. Nie był to jednak koniec jego kariery. W kolejnej korporacji czekały na niego następne wyzwania, odpowiedzialność i presja. Jedno pozostało niezmienne – ambicja i chęć bycia w czołówce. Z czasem pojawiła się jednak cena, której wcześniej nie brał pod uwagę. Po ponad trzech dekadach pracy zawodowej coraz mocniej dawało o sobie znać wypalenie. Potrzebna była zmiana, i to nie kosmetyczna. Dariusz postanowił wywrócić swoje dotychczasowe życie do góry nogami.

- Dążenie do doskonałości jednak ma swoją cenę. Problemy zdrowotne, ciągły stres, wyjazdy i brak czasu dla rodziny zaczęły dawać o sobie znać. Końcówka mojej pracy w korporacji była już naprawdę ciężka. Nocne budzenie się, zapisywanie na kartce rzeczy, o których bałem się, że rano zapomnę… To zaczynało być po prostu męczące i odbierało satysfakcję z pracy. Pewnych problemów nie da się rozwiązać, a kiedy zaczynają się nawarstwiać, człowiek przestaje sobie z nimi radzić. Zauważyłem, że coraz bardziej denerwuje mnie ta praca, zacząłem jej unikać i nie dawałem już z siebie wszystkiego. W pewnym momencie trzeba było podjąć decyzję i coś zmienić w swoim życiu – mówi.
 
Pomysł, by spróbować swoich sił jako barber, podsunęła mu żona Agnieszka. Początkowo była to zapewne odważna wizja, szczególnie dla kogoś, kto przez większość zawodowego życia funkcjonował w zupełnie innym świecie. Dziś jednak Dariusz prowadzi w Strzegomiu własny salon i przekonuje się, że zawodowa satysfakcja może mieć zupełnie inne oblicze.

- Moja żona powiedziała: „Ty przecież masz do tego dryg, smykałkę, trochę wiedzy i przede wszystkim wyobraźnię, jak to wszystko powinno wyglądać. Spróbuj, co ci szkodzi”. I dziś widzę, że naprawdę się w tym odnalazłem. Chciałbym też podziękować koledze, który zainspirował mnie do napisania książki. Jeszcze jej nie zacząłem, ale może kiedyś powstanie. Tytuł już mam: „Od menadżera do barbera”. Myślę, że odnalazłem swój kawałek podłogi. W moim salonie jest trochę inna atmosfera niż w typowym zakładzie fryzjerskim. Klienci przychodzą na luzie, dużo rozmawiamy. Jestem otwartym człowiekiem i wiem, że czasem może to być moja wada, ale taki już jestem i nie zamierzam tego zmieniać. Jeśli komuś to odpowiada, zapraszam. Tutaj klient nie jest kolejnym numerem, tak jak bywało w korporacji. I właśnie dlatego jestem dziś w miejscu, w którym jestem – dodaje.
 
Choć miejsce jest z założenia stworzone z myślą o mężczyznach, w fotelu barberskim pojawiają się również panie. I to właśnie o tych nietypowych klientkach Dariusz opowiada szczególnie ciepło i z dużą dawką humoru. - Pamiętam panią około siedemdziesiątki, która stanęła w drzwiach i zapytała: „Zaryzykuje pan?” Odpowiedziałem, że raczej strzygę mężczyzn, nie kobiety. Na to powiedziała: „Ale ja chciałabym irokeza albo muleta”. Tym mnie przekonała, zaprosiłem ją do środka i do dziś jest moją klientką. Czasami wymyśla sobie naprawdę fajne, nowoczesne fryzury, ma fantazję i jest otwarta na moje sugestie. Jest zadowolona i świetnie wygląda. Takie humorystyczne sytuacje też się zdarzają.
 
Jego historia pokazuje, że czasem trzeba zamknąć drzwi do dobrze znanego świata, żeby odkryć coś zupełnie nowego. Bo kariera nie zawsze musi kończyć się tam, gdzie ją zaplanowaliśmy. Czasem po prostu wystarczy wziąć maszynkę do ręki i zacząć wszystko od nowa.

Anna Stefanko
2026-09-15 14:36 96 Dariusz Rybka, od menadżera do barbera, historia,

Komentarze

Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

Twój mail będzie nie widoczny.

Komentarze na fb